Strona firmowa na WordPressie kosztuje u mnie od 3 200 zł. Sklep internetowy zaczyna się od 4 000 zł.
To są ceny, nie widełki „od 2 000 do 30 000 zł”, które znajdziesz w połowie wyników na to pytanie. Poniżej rozbijam je na części: co w tej kwocie siedzi, czego WordPress nie kosztuje wcale i ile ta sama strona kosztuje w drugim roku, kiedy skończą się promocje.
Ile kosztuje strona na WordPressie
Strona na WordPressie kosztuje od 3 200 zł za prostą stronę firmową. Sklep internetowy zaczyna się od 4 000 zł. Do tego dochodzą koszty zewnętrzne, których nie da się uniknąć: domena, hosting i certyfikat SSL, razem około 500 zł rocznie. Sam WordPress jest darmowy i to się nie zmienia.
Tak wyglądały moje realne wyceny z ostatniego roku:
- prosta strona firmowa: 3 200 zł
- strona firmowa z rozbudowaną ofertą: 3 600 zł
- większa strona wielopodstronowa: 8 000 zł
- sklep z całym systemem prowizyjnym: 9 500 zł
Ostatnia pozycja jest nietypowa i dlatego opisuję ją dokładnie. Ta kwota obejmowała sklep razem z systemem rozliczania prowizji dla sprzedawców. Sam sklep, bez takiej nadbudowy, zaczyna się od 4 000 zł.
Jestem zwolniony podmiotowo z VAT, więc kwota, którą podaję, jest kwotą do zapłaty. Nic się do niej nie dolicza. Zakres każdego z tych wariantów opisałem na stronie strony internetowe dla firm.
Sam WordPress jest darmowy. Reszta niekoniecznie
WordPress nie ma licencji, abonamentu ani opłaty za wersję. Pobierasz, instalujesz, aktualizujesz. Zero złotych, dziś i za pięć lat.
To dlatego pytanie „ile kosztuje strona na WordPressie” jest mylące już na starcie. Nie płacisz za WordPressa. Płacisz za wszystko, co ktoś na nim zbuduje.
Darmowy jest sam silnik, ale też ogromna część tego, co się na nim stawia. Motywy z oficjalnego repozytorium, tysiące wtyczek, edytor, system aktualizacji, obsługa wielu użytkowników. Za to wszystko nikt nie wystawia faktury.
Płatne bywają dwie rzeczy wokół. Motyw premium, jeśli projekt stoi na gotowcu, i wtyczki komercyjne, jeśli strona potrzebuje funkcji spoza standardu, na przykład rozbudowanego systemu rezerwacji albo integracji z zewnętrznym oprogramowaniem. Takie licencje rozlicza się zwykle rocznie, więc wracają co dwanaście miesięcy.
U mnie ani jedno, ani drugie nie jest regułą. Pracuję na WordPressie z ACF, czyli buduję układ od zera zamiast dopasowywać się do cudzego motywu. Opłaty licencyjne pojawiają się przy takim podejściu rzadko, a jeśli już wchodzą, mówię o nich przed startem, nie w połowie projektu.
Zapamiętaj więc jedno rozróżnienie, bo ono porządkuje cały budżet. Oprogramowanie jest darmowe. Praca i utrzymanie nie są.
Za co właściwie płacisz, skoro nie za oprogramowanie
Za czas i za decyzje.
Za układ strony, czyli za to, w jakiej kolejności czytelnik dostaje informacje i gdzie ląduje przycisk. To jest praca, której nie widać na zrzucie ekranu, a decyduje o tym, czy ktoś zadzwoni.
Za treść, bo strona bez tekstu to szablon. Ktoś musi napisać, czym firma się zajmuje, dla kogo pracuje i czym różni się od trzech innych w okolicy. Najczęściej ja, bo klient nie ma na to czasu.
Za wdrożenie, czyli przełożenie projektu na działający serwis: pola do samodzielnej edycji, formularze, które faktycznie dochodzą, przekierowania ze starych adresów, jeśli strona zastępuje poprzednią.
Za testy. Layout, który wygląda idealnie w przeglądarce na biurku, potrafi rozjechać się na telefonie z powiększoną systemowo czcionką albo na iPhonie, który inaczej liczy wysokość ekranu. Sprawdzenie tego na realnych urządzeniach zajmuje czas i jest częścią roboty, nie dodatkiem.
Cały ten przebieg zajmuje u mnie od dwóch do sześciu tygodni. Proste strony bywają gotowe w dwa tygodnie. Rozbudowane i sklepy potrzebują więcej.
I jedna zasada, którą traktuję dosłownie. Wycena to wycena. Nie ma „ah, jeszcze dojdzie wtyczka za 800 zł” w połowie projektu. Co zapisaliśmy w briefie, robię w tej cenie. Cokolwiek dochodzi, wyceniam wcześniej, nie po fakcie. Pierwszy miesiąc poprawek po uruchomieniu jest w cenie strony.
Co podnosi, a co obniża wycenę
Cztery rzeczy robią prawie całą różnicę między 3 200 a 8 000 zł.
Ilość treści do napisania. Największy pojedynczy czynnik i jednocześnie najmniej oczywisty. Strona z pięcioma podstronami, na które trzeba napisać teksty od zera, jest droższa niż strona z dziesięcioma, gdzie połowa treści przychodzi od klienta gotowa.
Liczba podstron, ale nie liniowo. Dziesięć podstron nie kosztuje dwa razy tyle co pięć, bo układ, system i setup techniczny robi się raz. Rośnie głównie treść i testy.
Funkcje spoza standardu. Formularz kontaktowy jest w każdej wycenie. Kalkulator, który liczy cenę na żywo, konfigurator z warunkową logiką pól albo kalendarz spięty z zewnętrznym systemem rezerwacji to osobna robota i osobna pozycja.
To, czy strona kogoś zastępuje. Jeśli zastępuje, dochodzi przeniesienie treści i przekierowania ze starych adresów. Bez nich nowa strona traci wszystko, co poprzednia zdążyła zbudować w Google. Odkręcanie tego później kosztuje więcej niż zrobienie od razu.
Czego nie ma na tej liście: braku zdjęć i materiałów. To najczęstszy powód, dla którego ludzie odkładają projekt o miesiące, a u mnie nie jest problemem. Jak ktoś nie ma zdjęć ani tekstów, ogarniam to po swojej stronie i mówię o tym przy wycenie, a nie po fakcie.
„Jakie są dodatkowe koszty? Coś trzeba kupić?”
To pytanie usłyszałem od klienta dokładnie w tym brzmieniu. Jest lepsze niż większość pytań o cenę, bo dotyczy części, o której cenniki milczą.
Trzeba kupić trzy rzeczy: domenę, hosting i certyfikat SSL. Wszystkie trzy są tanie w pierwszym roku i znacznie droższe w drugim, i to jest mechanizm, który warto znać przed podpisaniem czegokolwiek.
Ceny, które sprawdziłem u jednego z popularnych polskich dostawców, wyglądają tak:
- domena
.pl: 9,90 zł w pierwszym roku, 179 zł rocznie przy odnowieniu - hosting pod WordPressa: pakiet oznaczony jako bestseller kosztuje 29 zł w pierwszym roku i 649 zł rocznie potem
- certyfikat SSL: nie jest wliczony w żaden pakiet, dochodzi około 29 zł rocznie
To nie jest zarzut wobec konkretnej firmy. Tak wygląda cały rynek hostingowy i wszyscy liczą podobnie. Problem polega na tym, że budżet układa się z cen widocznych na stronie, a te ceny dotyczą wyłącznie pierwszego roku.
Klient, który policzy koszt utrzymania z promocji, pomyli się w drugim roku o rząd wielkości. Rozpisałem to szczegółowo we wpisie o tym, co jeszcze kosztuje poza fakturą wykonawcy.
Jest jeszcze jeden powód, żeby pilnować akurat domeny. Nieprzedłużona domena nie znika po cichu.
U jednego z moich klientów wygasła domena, na której stała strona wydanej przez niego książki. Została przechwycona przez handlarza domen cztery dni po tym, jak instalacja jeszcze działała. Dziś pod tym adresem stoi strona afiliacyjna kasyna, opłacona na kolejny rok. Adres wisiał przez pół roku w bibliografii jednego z artykułów na głównej stronie firmy, jako źródło.
Odzyskanie takiej domeny bywa niemożliwe albo kosztuje wielokrotność ceny odnowienia. Sto siedemdziesiąt dziewięć złotych rocznie za przedłużenie jest w tym świetle bardzo tanie.
Ile ta strona kosztuje przez pięć lat
Tego rachunku nie robi prawie nikt, a jest prostszy, niż się wydaje.
Obowiązkowa jest jedna pozycja: domena, hosting i certyfikat SSL. Po zakończeniu promocji to około 500 zł rocznie, czyli 2 500 zł przez pięć lat. Mniej niż jednorazowa cena wykonania.
Reszta to wybór, nie obowiązek. Strona może po prostu stać i działać. Aktualizacje WordPressa i wtyczek możesz klikać sam: część z nich system potrafi zrobić automatycznie, resztę zamykasz w kilkanaście minut miesięcznie w panelu. Sporo stron działa tak latami.
Jeśli wolisz to komuś zlecić, podstawowa opieka zaczyna się u mnie od 200 zł miesięcznie i obejmuje aktualizacje oraz kopie zapasowe. Wtedy roczny koszt rośnie do mniej więcej 2 900 zł, a przez pięć lat do 14 500 zł, czyli ponad czterokrotności ceny wykonania. Monitoring dostępności, szybka reakcja na awarię czy comiesięczne zmiany w treści wyceniam osobno, bo zakres u każdego klienta wygląda inaczej.
Dwie ścieżki, dwie bardzo różne liczby. Nie namawiam do żadnej. WordPress i wtyczki dostają aktualizacje głównie z powodów bezpieczeństwa, więc ktoś musi je robić, ale tym kimś spokojnie możesz być Ty. Warto wiedzieć, którą ścieżkę wybierasz, przy wycenie, a nie przy awarii.
Ile najmniej realnie zapłacisz
Policzmy dolną granicę, bo o niej też nikt nie pisze.
W pierwszym roku: 3 200 zł za prostą stronę firmową, plus koszty zewnętrzne na cenach promocyjnych, czyli domena za 9,90 zł, hosting za 29 zł i certyfikat za około 29 zł. Razem niecełe 3 270 zł.
Od drugiego roku, jeśli aktualizacje klikasz sam: około 500 zł rocznie i nic poza tym.
Przez pięć lat wychodzi około 5 270 zł, czyli nieco ponad tysiąc złotych rocznie za własną stronę na własnej domenie. To jest podłoga u mnie i nie da się zejść niżej bez rezygnacji z czegoś konkretnego: albo z wykonawcy, albo z własnej domeny, albo z aktualizacji.
Czy da się taniej
Da się i nie będę udawał, że jest inaczej.
Kreator stron albo WordPress na gotowym motywie, złożony samodzielnie, kosztuje kilkaset złotych rocznie za abonament i tyle czasu, ile jesteś gotów w to włożyć. Dla wizytówki jednoosobowej firmy, która potrzebuje adresu, telefonu i trzech zdań o sobie, to bywa rozsądny wybór. Mówię tak klientom, kiedy tak uważam.
Różnica pojawia się wtedy, gdy strona ma coś dowozić. Kreator nie napisze za Ciebie tekstu, który sprzedaje, nie ustawi struktury pod frazy, których szukają Twoi klienci, i nie powie Ci, że formularz z czterema polami konwertuje gorzej niż z dwoma. Narzędzie ma z tym niewiele wspólnego. Chodzi o to, czy ktoś usiadł i przemyślał, po co ta strona w ogóle powstaje.
Za to właśnie płacisz przy wycenie od 3 200 zł. Nie za WordPressa, bo ten jest darmowy dla obu stron.
Dwa różne pytania o cenę
Ludzie pytają mnie o cenę strony z dwóch zupełnie różnych powodów. To są dwie inne rozmowy i dwa inne budżety, więc warto na starcie wiedzieć, w której jesteś.
„Chcę po prostu, żeby klienci widzieli moją ofertę”
Potrzebujesz jednego adresu, pod którym stoi komplet informacji: czym się zajmujesz, dla kogo pracujesz, jak wygląda oferta i jak się z Tobą skontaktować. Ktoś, kto usłyszał o Tobie z polecenia, ma gdzie sprawdzić, że istniejesz i że wyglądasz poważnie.
Do tego wystarczy onepage, czyli jedna strona podzielona na sekcje, bez rozbudowanego menu i podstron. U mnie kosztuje 1 200 zł. Doliczając domenę, hosting i certyfikat, wychodzi około 650 zł rocznie przez pięć lat, licząc wszystko.
To uczciwy wybór i często go proponuję. Ma jedno ograniczenie, o którym trzeba wiedzieć z góry: onepage jest wizytówką, nie maszyną sprzedażową. Nie zbudujesz na nim struktury pod wyszukiwarkę ani osobnych ścieżek dla różnych typów klienta, bo nie ma na to miejsca.
„Chcę stronę, która będzie mi przyprowadzać klientów”
To zupełnie inne zadanie. Strona ma nie tylko istnieć, ale pracować: pojawiać się w wyszukiwarce na pytania, które zadają Twoi klienci, odpowiadać na nie osobnymi podstronami i prowadzić do formularza albo telefonu.
Tego nie da się zrobić na jednej stronie. Potrzeba osobnych podstron pod konkretne usługi i pytania, treści napisanej pod te pytania, uporządkowanej struktury i pomiaru, żeby wiedzieć, co działa. Dlatego kosztuje więcej: od 3 200 zł za pakiet podstawowy i 5 700 zł za wariant z dziesięcioma podstronami przygotowanymi pod słowa kluczowe.
Czy to się opłaca, policz sam, bo to jedyny uczciwy sposób. Weź kwotę, którą zarabiasz na jednym kliencie, i podziel przez nią cenę strony. Wyjdzie Ci, ilu klientów musi przyjść z tej strony, żeby wyszła na zero. Przy usługach, gdzie jedno zlecenie to kilka tysięcy, ta liczba jest zwykle jednocyfrowa i rozkłada się na lata, bo strona nie przestaje pracować po pierwszym miesiącu.
Nie obiecuję, że się zwróci, bo nie znam Twojej branży ani marży. Mówię tylko, że to jest rachunek, który warto zrobić przed decyzją, a nie po roku.
Co dostajesz za 3 200 zł, a co za 5 700 zł
Pakiet podstawowy za 3 200 zł to strona firmowa: projekt, treść, wdrożenie na WordPressie, podstawowy setup techniczny SEO i instrukcja obsługi. Plus pierwszy miesiąc poprawek.
Pakiet za 5 700 zł dokłada rzeczy, które zaczynają mieć sens, kiedy strona ma pracować na widoczność: do dziesięciu podstron przygotowanych pod konkretne słowa kluczowe, rozszerzoną optymalizację on-page, założenie i uporządkowanie Profilu Firmy Google, formularze z autoresponderem oraz miesiąc opieki technicznej.
Trzy rzeczy są zawsze poza ceną i mówię o tym na pierwszym callu. Budżet reklamowy, jeśli dochodzą kampanie. Płatne linki, jeśli dochodzi SEO. Koszty zewnętrzne, czyli domena i certyfikat, które wchodzą na fakturę jako osobna pozycja, a nie ukrywają się w cenie wykonania.
Co dalej
Jeśli chcesz wiedzieć, ile kosztowałaby konkretnie Twoja strona, umów bezpłatną rozmowę. Trwa trzydzieści do czterdziestu pięciu minut, bez zobowiązań, i kończy się konkretną kwotą zamiast przedziału.
Napisz albo zadzwoń i powiedz, co ma robić Twoja strona. Resztę policzę.
Tekst powstał przy wsparciu narzędzi AI; merytorykę, dane i wnioski zweryfikował i zredagował Kamil Hajduk.
